Nasza historia

Nasza historia

Mama dała mi na imię Aurora, po Śpiącej Królewnie. Nie wiedziała, że kiedyś wezmę to dosłownie.

Jest 6:20 rano. Stoję przed lustrem z lokówką w dłoni, bo o 9:00 mam najważniejszą rozmowę o pracę od lat. W mieszkaniu pachnie spalonymi włosami. Kiedy odkładam lokówkę, na żelazku zostaje mi kosmyk. Cały. Po prostu został na sprzęcie.

Tego samego wieczoru, jeszcze z czerwonymi oczami, siedzę w kuchni u babci. Słucha mnie w milczeniu, potem wstaje, wychodzi do sypialni i wraca ze starym pudełkiem po herbacie. W środku: zwinięte bawełniane paski. „U nas loki robiło się przez sen, nie przed wyjściem. Wieczorem się zakręcało, rano się było gotową. Nikt nie przypalał sobie włosów o siódmej rano.”

Spróbowałam tej samej nocy. Loki wyszły. Niedoskonałe, trochę skołtunione od bawełny, ale wyszły. I wtedy zrozumiałam, że babcia miała rację co do zasady, a myliła się tylko co do materiału.

Pół roku prób

Przez kolejne miesiące testowałam wszystko: szmatki, skarpetki, pasek od szlafroka, gąbki, gotowe wałki z internetu. Zasada zawsze działała, wykonanie zawsze coś psuło. Jedne mierzwiły włosy. Pianka gniotła w nocy. Inne elektryzowały albo rozpadały się po tygodniu. Aż powstało coś tak gładkiego, że włos się o to nie zaczepia, i na tyle miękkiego, że da się na tym przespać całą noc.

Tak powstała wstążka Śpij Piękna: miękki rdzeń, gładki wierzch, trzy grubości, bo loki to nie jeden rozmiar. Babcina metoda, w wersji na dziś.

W co wierzymy

  1. Najlepsze loki robią się same, kiedy śpisz.
  2. 180 stopni na włosach to nie pielęgnacja, to prasowanie.
  3. Poranek jest za krótki, żeby oddawać go lokówce.
  4. Piękne włosy za 20 lat zaczynają się od tego, czego im dziś oszczędzisz.

Piękno nie może kosztować ani snu, ani zdrowia włosów.

Budzisz się gotowa.