Nasza historia
Mama dała mi na imię Aurora, po Śpiącej Królewnie. Nie wiedziała, że kiedyś wezmę to dosłownie.
Jest 6:20 rano. Stoję przed lustrem z lokówką w dłoni, bo o 9:00 mam najważniejszą rozmowę o pracę od lat. W mieszkaniu pachnie spalonymi włosami. Kiedy odkładam lokówkę, na żelazku zostaje mi kosmyk. Cały. Po prostu został na sprzęcie.
Tego samego wieczoru, jeszcze z czerwonymi oczami, siedzę w kuchni u babci. Słucha mnie w milczeniu, potem wstaje, wychodzi do sypialni i wraca ze starym pudełkiem po herbacie. W środku: zwinięte bawełniane paski. „U nas loki robiło się przez sen, nie przed wyjściem. Wieczorem się zakręcało, rano się było gotową. Nikt nie przypalał sobie włosów o siódmej rano.”
Spróbowałam tej samej nocy. Loki wyszły. Niedoskonałe, trochę skołtunione od bawełny, ale wyszły. I wtedy zrozumiałam, że babcia miała rację co do zasady, a myliła się tylko co do materiału.
Pół roku prób
Przez kolejne miesiące testowałam wszystko: szmatki, skarpetki, pasek od szlafroka, gąbki, gotowe wałki z internetu. Zasada zawsze działała, wykonanie zawsze coś psuło. Bawełna mierzwiła włosy. Pianka gniotła w nocy. Tanie satyny elektryzowały. Aż trafiłam na jedwab morwowy, ten sam, z którego szyje się najdroższe poszewki: gładki tak, że włos się o niego nie zaczepia, i na tyle miękki, że można na nim spać.
Tak powstała wstążka Śpij Piękna: jedwab morwowy 22 momme, miękki rdzeń, trzy grubości, bo loki to nie jeden rozmiar. Babcina metoda, materiał z XXI wieku.
W co wierzymy
- Najlepsze loki robią się same, kiedy śpisz.
- 180 stopni na włosach to nie pielęgnacja, to prasowanie.
- Poranek jest za krótki, żeby oddawać go lokówce.
- Piękne włosy za 20 lat zaczynają się od tego, czego im dziś oszczędzisz.
Piękno nie może kosztować ani snu, ani zdrowia włosów.
Budzisz się gotowa.