Nasza historia

Jesteśmy siostrami i różnimy się wszystkim. Ale zacznijmy od kaliny.

Co roku w maju jeździłyśmy do babci. Pod oknem jej domu kwitła stara kalina — wielka, biała, pachnąca tak, że czuło się ją jeszcze przed furtką. Babcia mawiała, że to najpiękniejsze perfumy świata i że szkoda, że nikt ich nie zamknął w butelce. Zapamiętałyśmy to obie. Każda po swojemu — bo my wszystko robimy każda po swojemu.

Hania jest chemiczką. W liceum zamiast plakatów miała nad łóżkiem układ okresowy i do dziś czyta składy tak, jak inni czytają plotki: z wypiekami. Marta jest od piękna. Potrafi wejść do drogerii „tylko popatrzeć” i wyjść po dwóch godzinach — bez zakupów, za to z notatkami, który flakon zasługuje na półkę, a który powinien się wstydzić.

I pewnie każda żyłaby sobie osobno ze swoją obsesją, gdyby nie jeden paragon.

Kilka lat temu Marta pokazała Hani paragon za perfumy: czterysta osiemdziesiąt złotych. Hania spojrzała na skład i zaczęła się śmiać. „Wiesz, że ja ci to zrobię za dziesięć procent tej ceny?”. Marta nie uwierzyła. Znacie to między siostrami: „to udowodnij”.

Udowodniła. Pierwsze flakony powstały w kuchni — olejki zamówione do domu, waga jubilerska obok czajnika, notes z proporcjami zapisywanymi jak przepisy. Szczypta za dużo i całość nadaje się do zlewu; wiemy, bo wylewałyśmy. Hania swojej pierwszej kompozycji nie wypuściła z rąk, dopóki nie zamknęła jej w wersji numer siedemnaście — szesnaście poprzednich uznała za „prawie dobre”, a „prawie” u niej nie przechodzi. Kiedy Marta w końcu psiknęła gotową wersję na nadgarstek, pachniało tak samo jak tamto cudo z paragonu. I wtedy wpadłyśmy na pomysł, który babcia by pokochała: zapachy, które są dokładnie tym, czym mają być — bez logo, bez ściemy, bez dopłaty za sen o Paryżu.

Tak działa ten butik do dziś:

Minimum 20% ekstraktu — pilnuje Hania. Każda kompozycja ma stężenie z najwyższej półki, nie z drogeryjnej mgiełki. Psikasz rano, a wieczorem zapach wciąż jest z Tobą. To jedyny „sekret” tej firmy i Hania jest gotowa powtarzać go w nieskończoność.

Flakon, którego nie chowasz do szuflady — pilnuje Marta. Perfumy stoją na widoku i mają zdobić, nie straszyć. Jeśli flakon nie zasługuje na półkę, nie wyjeżdża z naszej pracowni. Proste.

Małe partie. Jedna partia to około dwustu flakonów — tyle, ile jesteśmy w stanie dopilnować osobiście, od pierwszego psiknięcia testowego po naklejenie etykiety. Jak partia zniknie, trzeba poczekać na następną. Butik to butik.

Zacznij od próbki, nie od obietnic. Nie musisz nam wierzyć na słowo — od tego są próbki za kilkanaście złotych. Zapach obroni się sam albo wcale. Jeszcze nam się nie zdarzyło to drugie, ale zasada zostaje.

A kalina spod okna babci? Jest w naszym logo. I w nas.

Perfumy mają robić jedno: sprawiać, że ktoś się za Tobą odwróci. Cała reszta to marketing.

Zaczniesz od próbki?

— Hania i Marta